Al. Marek Piedziewicz

"... a prawda was wyzwoli"



       Jestem już czwarty rok w seminarium. Gdy myślę o tym, to przypominam sobie lata szkolne i moich znajomych "z ławki", którzy przeżywają różne trudności w swojej wierze. Zastanawiam się, co mogę powiedzieć, żeby im pomóc, żeby lepiej zrozumieli, czym jest wiara, Kościół, chrześcijaństwo. Jaką drogą pójść, żeby przekazać im to, co myślę i czego doświadczam, żeby zostać dobrze zrozumianym? Jakich użyć argumentów? Od czego zacząć?

       Pomyślałem, żeby rozpocząć od ogólnych rozważań; od czegoś, co jest płaszczyzną rozmowy. Może będzie wtedy łatwiej uznać komuś moje argumenty, prościej porozmawiać czy przemyśleć niektóre sprawy, a potem dojść do wniosków związanych ze swoją wiarą. Nie wiem, czy tak się stanie, choć mam taką nadzieję. Stąd wziął się temat tego artykułu i pomysł na to, co w nim napisać.

       Zacznę od stwierdzenia, że wiara jest aktem bardzo bogatym. Zawiera w sobie elementy emocjonalne, moralne, piękna, lecz i rozumowe. Ma ona w sobie wartość, jaką jest prawda, której wielu ludzi poszukuje. Konieczne jest powiązanie wiary z filozofią, którą rozumiem jako umiłowanie mądrości i poszukiwanie prawdy. Bardzo potrzebne jest filozoficzne ujęcie wiary.

       Człowiek, patrząc na otaczający go świat, od zawsze stawiał pewne pytania: o sens jego istnienia, o śmierć, o to, czy jest Bóg itd. Swoich odpowiedzi na te i inne kwestie udziela zarówno filozofia, jak i teologia. Filozofia wypływa z ludzkiego umysłu i pragnienia poznawania świata. Teologia - również na płaszczyźnie intelektualnej, rozumowej - zastanawia się nad prawdami, którymi się zajmuje, dlatego korzysta z odkryć takich nauk jak filozofia, metafizyka czy ontologia. Te pojęcia zapewne są obce dla przeciętnego czytelnika. Pokazują jednak, że teologia korzysta z pomocy innych nauk. Bez rozumowej podstawy byłaby zresztą czymś niekompletnym, niejasnym. Nie potrafiłaby obronić racjonalnymi argumentami swoich twierdzeń. Z kolei filozofia odrzucająca pytanie m.in. o Boga wypacza swój sens i odwraca się od swoich podstawowych założeń. Płaszczyzną, dzięki której obie nauki mogą się porozumiewać, jest ludzki rozum. Dlatego - jak sądzę - osobie, która doświadcza trudności w wierze, jest łatwiej spojrzeć na Boga od strony rozumowej.
Fakt istnienia różnych wierzeń i religii również powinien naprowadzić nas na ścieżkę takiego uzasadniania wiary. Dzięki wspólnym racjonalnym kategoriom jest możliwe porozumienie i dialog. Gdzie zaś odrzuca się intelekt, a kładzie wyłączny nacisk na wiarę, tam dochodzi do nieporozumień.

       Jeżeli człowiek w refleksji nad swoją wiarą zwraca się na ścieżkę filozofii, to z pewnością jest to motywowane pragnieniem poznania prawdy. Ona jest przecież u podstaw zarówno filozofii, jak i teologii; wpisana jest również w ludzkie serce tak, że żaden człowiek nie chce być oszukiwany, a pragnie poznania prawdy. Pytanie o to, czym jest prawda, wielu ludziom wydaje się być często nierozstrzygnięte. Takie pytanie jako starożytny sceptyk zadał Chrystusowi Poncjusz Piłat; pomimo że szukał na nie odpowiedzi, to jednak skazał Jezusa na śmierć. Postąpił nawet wbrew swojemu sumieniu i temu, co o całej sytuacji myślał (por. J 18, 28-40 - 19,1-16).

       W dzisiejszych czasach szczególnie neguje się możliwość obiektywnego odkrycia prawdy. Wychodząc z wątpienia twierdzi się, że prawdą jest to, co dany człowiek za nią uznaje. Nie ma więc prawdy obiektywnej! Wszystko jest dowolne i zależy od tego, czy ktoś to uzna, czy nie. Bardzo modne jest też powiedzenie, że prawda leży gdzieś po środku. Jest ono jednak tylko kompromisem, pewną umową albo unikiem. Prawda leży przecież tam, gdzie faktycznie się znajduje. Mówi się także, że tyle jest prawd, ilu ludzi, co samo w sobie jest logicznie sprzeczne. Ta niechęć do twierdzeń stanowczych, "prawdziwych", sprawia, że wiele dziedzin życia jest rozmytych i niejasnych. Tymczasem teologia, jako nauka o Bogu, który powiedział o sobie: "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem" (J 14,6a), nie może godzić się na coś podobnego. W przypadku filozofii jako umiłowania mądrości przyjmowanie takiego stanu rzeczy byłoby niezgodne z jej podstawowymi założeniami co do sensu, racjonalności, niesprzeczności itp. Człowiek jest zdolny do stwierdzenia, co jest prawdą, a co nie. Nie musi uciekać się do poprawnych politycznie kompromisów i niejasnych, wygodnych ocen.

       "Bóg jest miłością" (1J 4,8b). To miłość sprawia, że człowiek pragnie bliżej poznać kochaną osobę. Poznawanie oznacza przybliżanie się do niej. Jest to również intelektualne otwarcie się na prawdę osoby. Dzięki zbliżeniu następuje lepsze poznanie, a więc odkrywanie prawdy o poznawanej osobie. Należy w tym miejscu stwierdzić, że pomiędzy prawdą a miłością istnieje nierozerwalny związek. Miłość daje nakaz poszukiwania prawdy: im więcej prawdy o człowieku, tym większa szansa pokochania go. Zdanie "Bóg jest miłością" można uznać za podstawową "definicję" tego, kim jest Pan Bóg. To, że jest miłością i pragnie obdarzać nią ludzi, jest wręcz największą prawdą o samym Bogu. Prawda daje szczęście. Kto z ludzi nie chce kochać i być zarazem kochanym? Widać tu jasno, że zbliżenie się do prawdy o miłości Boga, prowadzi też do szczęścia. Można nawet powiedzieć, że im bardziej kochamy, tym bliżej jesteśmy naszego Stwórcy, tym bliżej miłości i prawdy. To z kolei sprawia, że stajemy się szczęśliwsi, mamy wewnętrzny pokuj.
Młodzi ludzie często doświadczają braku prawdy o sobie. Widać to na przykładzie małżeństw, które często już po paru latach pożycia rozwodzą się. Dlaczego? Można powiedzieć, że ci ludzie nie poznali się, nie znali prawdy o sobie i po zawarciu związku małżeńskiego szybko zostali odarci ze złudzeń. Na jaw wyszły wszystkie niedopowiedzenia i to, co wcześniej zostało przemilczane. Efekty takiego podejścia do życia są smutne. Dlatego pamiętajmy: Prawdziwa miłość zawsze szuka prawdy!

       Powyższe myśli prowadzą do pewnych wniosków. Wierzący chrześcijanin może o sobie powiedzieć: "Znalazłem miłość". Jest to miłość do Chrystusa, z której wypływa także miłość do bliźniego. Odkrycie tej miłości jest możliwe wówczas, gdy człowiek pragnie jej poznania. Z punktu widzenia rozumowego szczere i obiektywne szukanie prawdy o człowieku czy o sensie życia powinno doprowadzić daną osobę do zwrócenia się ku Bogu, który jest Najwyższą Prawdą. Można to zauważyć, ponieważ człowiek nie chce być oszukiwany i jest w stanie wiele poświęcić po to, by odkryć prawdę. Po prostu jesteśmy tak "skonstruowani", że jest w nas dążenie do prawdy; są w nas pewne pragnienia, jak poznania autentycznego sensu tego, po co żyjemy, odpowiedzi na pytanie - dlaczego istnieje świat, zrozumienia przyczyn zła na ziemi. To wszystko zazwyczaj prowadzi do Boga, bo trudno bez Niego sensownie odpowiedzieć na te pytania. Inaczej cały świat, a wtedy i nasze życie, wynikałyby z przypadku, a tak przecież nie jest. Poznanie Boga prowadzi z kolei do odkrywania kolejnych prawd o człowieku i jego życiu. Prawda jest więc źródłem konkretnych wyborów i postaw moralnych. Osoba szukająca "oblicza prawdy" nie może uciekać od jasnych ocen i wniosków w swoim codziennym postępowaniu i patrzeniu na rzeczywistość. Autentyczna miłość prawdy zawsze rodzi owoce. Najwspanialszym z nich jest wolność - oczyszczenie z błędów, sztucznych kompromisów czy wyrzutów sumienia. Kroczenie za prawdą jest więc czymś dobrym dla człowieka.

       W teologii umiłowanie prawdy prowadzi do naukowego szukania uzasadnienia aktu wiary. Stąd też istnieje teologia fundamentalna, której zadaniem jest rozumowe wyjaśnianie treści całego Bożego Objawienia i tego, co głosi Kościół. Wielu chrześcijan często nie rozumie nauki Kościoła katolickiego. W konsekwencji występuje sprzeciw wobec tego, czego się wymaga i oczekuje od człowieka wiary. Przykre jest to, że chrześcijanie zazwyczaj nie próbują poznać uzasadnienia Kościoła dla głoszonych treści. Z tego więc powodu tworzy się pewien opór wobec ich uznania. Gdyby jednak ludzie wierzący, patrząc na tę kwestię z punktu widzenia filozofii, pragnęli poznania obiektywnej prawdy i sięgnęli po dokumenty Kościoła i różnego rodzaju książki pomagające poznać jego naukę, to zapewne zrozumieliby o wiele więcej. Poznaliby prawdę, również różne obiektywne i rozumowe argumenty stojące za tą nauką. Współczesne pokolenie ma duży dostęp do różnych publikacji i informacji, również w Internecie. Gdyby ludzie częściej korzystali z możliwości, które posiadają, to lepiej poznaliby swoją wiarę, swój Kościół. Tymczasem wielu chrześcijan nie czyta nawet Pisma Świętego, które jest przecież podstawą wiary Kościoła.

       "Kto szuka prawdy, ten szuka Boga, choćby nawet o tym nie wiedział" - tak mówiła św. Edyta Stein. Kobieta ta urodziła się jako żydówka. Przez kilka lat swego życia była ateistką. Zmarła zaś jako chrześcijanka, siostra zakonna, pod imieniem Teresa Benedykta od Krzyża. Była jednym z najwybitniejszych filozofów swojej epoki (XX w.) W życiu św. Edyty widać jej drogę poszukiwania Prawdy. Widać, jak wiele można poświęcić, gdy ją się znajdzie. Ta święta zakonnica trwanie przy odnalezionej Prawdzie przepłaciła życiem. Mogła przecież wyprzeć się jej, ale tego nie zrobiła. Dlaczego? Trudno jest odpowiedzieć na to pytanie, jeśli nie jest się w takiej sytuacji. Można powiedzieć, że w życiu są wartości, za które warto zapłacić nawet tak wysoką cenę. Droga poszukiwania Prawdy ma zatem swój Cel - jak widać na przykładzie tej świętej. Dlatego warto wyruszyć ku Jego odkrywaniu.
Kiedy jeden z dziennikarzy zapytał Jana Pawła II o to, które zdanie z Pisma Świętego jest dla niego najważniejsze, ten odpowiedział bez dłuższego namysłu: "i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli" (J 8,32). Dzięki niej możesz uwolnić się od swoich wątpliwości i obaw.



Do napisania artykułu wykorzystałem: Joseph kardynał Ratzinger, Prawda w teologii, Kraków 2005, s. 22-29



...powrót